Róża Stefańska - life coach

coaching Róża Stefańska
09 października 2022

Koci coaching czyli jak kot uczy coachingu

Jestem coachem i mam kota na punkcie coachingu, jak to się kiedyś mówiło. 

 

Mam też prawdziwego kota, a właściwie kotkę, kotessę, taką kocią baronową, dostojną baronessę.

I okazuje się , że te dwie rzeczywistości, kocia i coachingowa, bardzo się ze sobą łączą.

 

Mam bowiem nieodparte wrażenie, że moja kotka prowadzi ze mną sesje coachingu.

 

A skąd ten wniosek?

 

Po pierwsze, z samego opisu podstawowych działań coacha.

Bo cóż takiego robi coach? Zadaje trudne i ważne pytania i czeka na odpowiedź, na jakąś reakcję klienta.

 

Otóż moja kotka ma tak samo. Pyta swoim niewinnym wzrokiem: "No, kiedy będzie to jedzonko?" i czeka.

 

Coach podobnie, z niewinną miną zadaje pytanie typu: "Jaki jest Twój plan działania?" i czeka.

Jeśli zapada cisza, reakcja się spóźnia, odpowiedź nie nadchodzi, coach nie odpuszcza. Moja kotka także.

 

Coach obserwuje klienta, szukając niewerbalnie wyrażonych informacji. Ona też. On spokojnie wytrzymuje napięcie i nerwowe reakcje, nie deprymują go odpowiedzi typu "nie wiem". I ona robi podobnie.

 

Po drugie, coachowanie to nie tylko zadawanie pytań. To także cały zestaw zachowań, które mają na celu wydobycie z klienta tego, co głęboko w nim siedzi.

 

Zresztą, pytać można wszystkim, na przykład kocią postawą, na ogół siedzącą.

 

Wtedy pytania rodzą się same w głowie obserwującego, czyli w mojej.

Na co ona sie gapi, na tej ścianie nie ma nic ciekawego?

Na co jeszcze czeka, przecież już dostała?

O co jej chodzi? Jak może tyle czasu siedzieć bez ruchu?

Albo tyle spać? Czemu ona tyle śpi?

 

A takie pytania mają tendencję do zmieniania adresata.

I okazuje się, że brzmią tak: Czego ja tak naprawdę chcę? Czy mogę tyle tak po prostu siedzieć? Albo spać? Albo się na coś gapić bez celu?

 

Bardzo trudno na nie odpowiedzieć. I ta niemożność daje do myślenia. Odsłania się to, co leży u podstaw przekonań, że cały czas powinno się coś robić, że każde działanie powinno być celowe, przemyślane, że nie wolno tracić czasu, że nie wolno po prostu być. 

 

I najlepiej, żeby każdą pracę wykonywać efektywnie i dodatkowo efektownie.

 

Jak na dłoni widać tu oczywiste podobieństwo do coachingu, który prowadzi przez konfrontację z przekonaniami, które nie wiadomo skąd się wzięły, ale za to panoszą się niepodzielnie i blokując działania nie przynoszą nic dobrego.

 

Takiego mam w domu coacha. Kołcza. Kotłcza? Kotełcza?

 

Bardzo to wszystko ciekawe.

 

 

Rozmowy inspirująco-transformacyjne