Róża Stefańska - life coach

coaching Róża Stefańska
22 września 2022

Coaching w szkole - dlaczego i do czego? 

- Mamo, dasz mi kasę na coaching?

- Na co?

- No, na coaching! Żeby pogadać o tym, czego chcę i potrzebuję i co mogę zrobić, żeby to mieć.

- Chyba zwariowałaś! Ta szkoła to już przesadza! Pogadać? Za kasę? Z kimś obcym? Przecież to ani psycholog ani pedagog! 

… To Ty już matki nie masz! Albo przyjaciółki? Czekaj, może znów pokłóciłaś się z Zośką? 

… A o czym Ty w ogóle chcesz rozmawiać?

 

Bardzo realny scenariusz.  

Bardzo życiowe pytania.

Cóż na nie odpowiedzieć?

 Zacznijmy od początku. 

W poprzednim artykule pisałam o tym, co różni psychologa i pedagoga od coacha i dlaczego ważne jest, by sesje nie były darmowe. 

Teraz chciałabym się zająć kolejnymi obiekcjami  hipotetycznej mamy.

 

Coaching w szkole?

 

Wbrew pozorom coaching w szkole nie jest niczym nowym. Definiujemy go  jako „udzielanie pomocy w twórczym myśleniu oraz samodzielnym poszukiwaniu rozwiązań”.  Od razu widać, że, abstrahując od rezultatów,  sama myśl przyświeca edukacji od dawna. Nowa jest tylko forma.

Jak każda nowość, coaching od razu znalazł swoich gorących zwolenników.  W wielu zachodnich szkołach, nawet podstawowych, jest proponowany równolegle z innymi formami wspierania ucznia. W Polsce nie jest to jeszcze powszechną praktyką, choć na Uczelni Łazarskiego w Centrum Kształcenia Podyplomowego otwarto już kierunek „ Coaching w edukacji”.

Wszystko to wygląda kusząco. Któż nie chciałby uczyć się samodzielnie poszukiwać twórczych rozwiązań? Który rodzic uzna, że inwestycja w rozwój dziecka w tej dziedzinie to pieniądze wyrzucone w błoto?

W pewnym sensie traktujemy jednak coaching jak fanaberię, kolejny zachodni wynalazek… Bo przecież kiedyś  tego nie było, a  wszyscy jakoś przeżyli!

To prawda. Ale kiedyś nie było też samochodów ani samolotów. Jeździliśmy, co prawda, po kraju i za granicę, ale zajmowało to więcej czasu i było bardziej męczące. 

Można także wciąż przecierać warzywa przez sito, ale czyż blender  nie zrobi tego szybciej?

Coaching jest takim samochodem i takim blenderem. Przyspiesza proces. Przybliża do celu. Ułatwia drogę.

 

Dlaczego nie rodzic?

 

Jest parę powodów. Bliska osoba nie zawsze jest dobrym rozmówcą transformacyjnym. Nie znaczy to, oczywiście, że nigdy się tak nie zdarza. Są przecież osoby z wrodzonym talentem, które nie potrzebują wielkich szkół, żeby zachwycić nim świat. Taki rodzic znajdzie czas na rozmowę i będzie umiał dobrze ją przeprowadzić, zadając właściwe i głębokie pytania, słuchając całego przekazu, nie tylko wypowiedzianych słów, oraz powstrzymując się od oceniania.

Na ogół rodzic nie jest  jednak  obiektywny. Kochając swoje dziecko i chcąc dla niego jak najlepiej, jest niezwykle zaangażowany w jego rozwój osobisty. I  paradoksalnie właśnie to zaangażowanie przeszkadza w procesie. Coach to z definicji bezstronny obserwator. Nie oczekuje konkretnych odpowiedzi.  Nie rzutuje, choćby podświadomie, swoich oczekiwań i przekonań. Nie rozprasza go też rodzicielska codzienność, wtrącająca wszędzie swoje trzy grosze.

A przecież są jeszcze sytuacje, gdzie rodzic jest jedną ze stron konfliktu. Konia z rzędem takiemu rodzicowi, który umiałby wówczas zdystansować się od swoich poglądów! Nie znaczy to, oczywiście, że w takich przypadkach  praca coacha polega na  spiskowaniu  z dzieckiem przeciwko rodzicowi. Rolą  coachingu jest pozwolić wybrzmieć  wszystkim argumentom i zobaczyć  je z innej perspektywy. 

 

A przyjaciółka?

 

Podobnie. Do tego, co hamuje proces w rozmowie z rodzicem może dojść jeszcze poczucie wstydu, zażenowania, nieadekwatności…   Obawa,  że moje marzenie jest dziwne albo pomysł głupi… 

Często  boimy  się opinii innych osób.  Dla nastolatków kluczową  potrzebą  jest  przynależność do grupy. Każde odstępstwo od przyjętych reguł jest w tym wieku kosztowne i płaci się za nie drogocenną walutą akceptacji.  Młodzi  robią więc wszystko, byle się nie wyróżniać. A marzenia…? Tym gorzej dla marzeń! 

 

Rozmowa…,

 

Rozmowa jest najważniejsza.  Zwłaszcza w dzisiejszych czasach, gdy już przyzwyczailiśmy się  załatwiać sprawy  szybko, krótko i zdalnie.  Nazywanie uczuć, opisywanie swoich stanów emocjonalnych wymaga zaś czasu, umiejętności  i starania.  Dlatego, choć  ma ogromne znaczenie, najczęściej przegrywa w wyścigu o uwagę odbiorcy.

Wiadomo, że tylko to, co nazwane można poddać obróbce umysłu. Łatwiej wyobrażamy sobie coś, co zwerbalizujemy, a wizualizacja to właśnie pierwszy krok do podjęcia jakiegokolwiek działania.

Często nie jesteśmy także świadomi tego, co przeżywamy. Strach miesza się nam z lękiem, złość  z agresją , gniew z frustracją. Reagujemy według wyuczonych wcześniej  schematów. Trzymamy się przejętych automatycznie przekonań.

A przecież poznanie siebie wiedzie właśnie przez świat emocji, których doświadczamy i w tym zakresie nie ma drogi na skróty.

 

… ale o czym?

 

No właśnie.  Do czego służy coaching? Jakie sprawy załatwia? Jaki rodzaj problemów rozwiązuje? Co w ogóle może być  treścią takiej rozmowy coachingowej? Czy tylko wizja przyszłości,  sposoby realizacji planów i marzeń? Nawet  jeśli tak, to przecież niemało. A jest jeszcze samoświadomość, tożsamość, poczucie własnej wartości, motywacja, szeroko pojęte kompetencje relacyjne…

Sprowadzając rzecz całą do szkolnej rzeczywistości, otrzymujemy takie oto problemy, które świetnie nadają się na sesje coachingowe:

 

  • jak poprawić oceny,

  • co zrobić, żeby się chciało, tak jak się nie chce,

  • dlaczego koleżanki mnie nie lubią i co mogę zrobić,  żeby mnie polubiły,

  • jak wreszcie zacząć  systematycznie pracować,

  • nie umiem nikomu odmówić i już się z niczym nie wyrabiam,

  • wciąż się spóźniam na lekcje – jak to zmieni ć, 

  • mam bałagan w pokoju, a  nie lubię sprzątać,

  • chciałabym trochę schudnąć,

  • chcę wracać później do domu, ale rodzice się nie zgadzają,

  • poznałam kogoś, lecz rodzice nie pozwalają mi się z nim spotykać,

Lista tematów nie jest, rzecz jasna, zamknięta.

 

Wydawać by się mogło, że są to sprawy błahe i niewarte takiego zachodu jak sesje coachingowe.

Jeśli się spóźniasz,  wstań wcześniej!

Jak masz bałagan, posprzątaj!

Chcesz poprawić oceny? Nic prostszego, naucz się i się zgłoś!

 

Gdyby to było takie proste, mielibyśmy w szkole same wzorowe uczennice, szczęśliwe córki i zadowolone koleżanki.

Może by więc jednak spróbować  tego coachingu? Straty są w sumie nieznaczne, ryzyko niewielkie. 

Kto wie, a nuż coś się wydarzy…?

 

Róża Stefańska

Rozmowy inspirująco-transformacyjne